Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sukces. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sukces. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 grudnia 2011

Sukces to nie to samo
co szczęście

"Podczas gdy sukces oznacza, że masz rzeczy, których pragniesz, szczęście oznacza, że potrafisz się cieszyć z rzeczy, które masz."
Bodo Shafer

Czy dobrze odczytałeś słowa Bodo Shafera w kontekście używanych obecnie pojęć "sukces" i "szczęście"? Dla wielu osób te dwa terminy stosowane są zamiennie i utożsamiają oni osiąganie sukcesu ze szczęściem, podczas gdy terminy te oznaczają co innego.

Sukces to osiąganie zamierzonego celu. 
Kiedy go już osiągniesz i potrafisz się nim cieszyć, możesz nazywać się szczęśliwym. Sukces potrafi osiągnąć wiele osób, bo jest on już niemalże opisaną dyscypliną naukową. Ze szczęściem jest gorzej, bo jak cieszyć się tym co się ma? Tego nie uczą w szkołach. Zwykle potrafią to ludzie nie koniecznie bogaci finansowo, ale raczej duchowo.

czwartek, 24 lipca 2008

Narzekanie i obwinianie nie prowadzi do sukcesu

Chciałbym chwilę pochylić się nad tematem narzekania, a to dlatego, że jakoś ostatnio mam wrażenie, że spotykam ludzi notorycznie uskarżających się na coś lub kogoś i zaczęło mi się to udzielać. Zaczęły mi przeszkadzać rzeczy i ludzie z otoczenia. Jeśli zdarzyły się jakieś niepowodzenia, to zacząłem szukać winnych itd.

Przypadkowo przesłuchałem jednej z audycji w radiu, w której podjęto dyskusję na ten temat. Otóż okazuje się, że narzekanie nie wnosi nic dobrego do naszego życia oprócz frustracji i ukierunkowania na porażkę.

Oskarżając kogoś, nawet jeśli masz rację, uznajesz, że ktoś jest odpowiedzialny za Twoje życie. Wynika to z tego, że odpowiedzialność mylona jest często z karą i winą i odnoszona do patrzenia wstecz,  podczas gdy tak naprawdę jest czymś przeciwnym, ukierunkowanym na przyszłość.

W języku potocznym odpowiedzialność kojarzona jest z szukaniem winnego, podczas gdy powinna być rozumiana jako szukanie rozwiązania w konkretnej sytuacji, czyli odnosi się do teraźniejszości i przyszłości. Jeśli coś się stało złego, to mogę to zmienić albo nie. Moją odpowiedzią będzie działanie w celu zmiany - działanie odpowiedzialne.

Jeśli nie mam na to wpływu, to najlepszym rozwiązaniem wydaje mi się pogodzenie się z tym. Dziwię się osobom, które tracą czas i energię pozywając innych do sądu, lub dochodząc własnej racji. Takie działanie może i jest słuszne i świadczy o dbaniu o własny interes, jednak z drugiej strony pokazuje zakotwiczenie w przeszłości i chęci poprawienia swojej przyszłości przez rozliczenie tego co było. To wysysa energię potrzebną do działania, snucia marzeń i osiągania sukcesów.

Zatem postanowiłem nie przejmować się drobiazgami, puszczam wszystkie winy w niepamięć, bo szkoda czasu na rozstrząsanie tego co było, i tak przecież brakuje czasu, aby cieszyć się tym co mam teraz..

wtorek, 8 lipca 2008

Biznes czy rodzina - czy muszę wybierać?

Kiedy po raz pierwszy słuchałem płyt motywacyjnych mojego ulubionego autora Briana Tracy, myślałem sobie o tym, czy przypadkiem nie jest on skupiony za bardzo na pieniądzach. Jeśli weźmiesz do ręki książki o sukcesie, to najczęściej opisywany w nich sukces jest utożsamiany z dochodzeniu do miliona, czyli bogactwem materialnym.

Na pierwszy rzut oka rzeczywiście tak jest, ale.. Czytając książki Briana Tracy czy Roberta Kiyosakiego łatwo zauważyć, że już sam tytuł pełni rolę "wabika" na czytelników. Niestety wynika to z faktu, że tytuł "Droga do bogactwa" jest prawdopodobnie bardziej "chodliwy" niż przykładowy "Jak założyć szczęśliwą rodzinę". Nie ma w tym zresztą nic dziwnego - po prostu zwykły chwyt marketingowy. Osobiście nauczyłem się, że tytuł wcale nie musi oznaczać złej lub dobrej książki, bardziej liczy się autor i to co pisze wewnątrz.

Często mówiąc o sukcesie autorzy podkreślają wybór. To jak my zinterpretujemy sukces zależy od naszych prywatnych celów. Jeżeli postawisz sobie za cel rodzinę (co nie jest również łatwym zadaniem), to obowiązują tak naprawdę te same zasady dochodzenia do sukcesu, jak w przypadku osiągnięcia niezależności finansowej. Masz cel - rodzinę, musisz pracować nad nią konsekwentnie, poświęcać się dla niej, zarabiać pieniądze aby ją utrzymać itd.

Możesz postawić sobie inny cel - robienie kariery i to jest też twój wybór. Cokolwiek wybierzesz, czynisz to ze świadomego wyboru. Może nie jest łatwo przyznać się w pracy przed szefem, że stawiasz rodzinę przed pracą, ale jest to już raczej kwestia asertywności niż wyboru.

Tak naprawdę wiemy, co w nas jest i jakie są nasze prawdziwe wartości, co jest dla nas najważniejsze. Na jednej z kaset Brian Tracy usłyszałem, że "zawsze wiemy jaki jest wybór i wiemy jaka jest cena do zapłacenia, w przypadku jednego lub innego wyjścia. Od nas zależy czy jesteśmy tę cenę gotowi zapłacić", a więc czy wybieramy np. życie rodzinne czy robienie spektakularnej kariery.

Tak więc, czy muszę wybierać? 
Nawet jeśli wydaje nam się, że nie musimy wybierać, to i tak nasze działanie mówi za nas, żeby nie powiedzieć nas "zdradza". Dobrze jeśli to co robimy jest wówczas w zgodzie z tym w co wierzymy. Ktoś, kto mówi, że kocha swoją rodzinę i z miłości dla niej jedzie na rok zarabiać pieniądze do Anglii, zostawiając bliskich, nie wydaje mi się wiarygodny. To co ludzie robimy, a nie to co mówimy, wydaje mi się najlepszym świadectwem wyboru wartości w życiu. Wybór więc sam wynika z naszych działań.

środa, 6 lutego 2008

Akceptacja - filar wewnętrznej siły

Czytając ostatnio książkę Pani Micheline Rampe pt. "Odporność Psychiczna siedem filarów - Tajemnica naszej wewnętrznej siły" uświadomiłem sobie po raz kolejny fantastyczną rzecz. Jako jeden z siedmiu filarów odporności i siły autorka podaje "Akceptację". Podkreśla, że musimy akceptować zmiany jako zasadę życia.

Nie rozwijając na razie powyższego, chciałbym zrobić skok myślowy do innego miejsca. Otóż rozmawiałem ostatnio ze znajomą o momencie osiągnięcia sukcesu, szczęścia. Jest to ciekawe, bo każdy w sumie do tego dąży, ale kiedy można powiedzieć, że to już jest "to"? Doszedłem do wniosku, że sukcesem nie są pojedyncze momenty ale pewien proces. Drugi wniosek, to taki, że sukces lub szczęście odbywa się na poziomie naszego myślenia, a więc wewnątrz nas i może być oderwany od rzeczy, które dzieją się wokół nas, zarówno tych złych jak i dobrych. Czy dostając 5 w szkole nie czujesz się lepiej niż dostając 3? Dlaczego się tak dzieje? Bo nauczeni jesteśmy znajdować szczęście i sukces w tym co inni uznają za sukces. To niestety prowadzi do rozczarowań. Czyż nie powinno być tak, że będąc szczęśliwy nie będzie dla ciebie istotne czy ludzie będą ci stawiać piątki czy trójki?

Co więc łączy te dwa powyższe akapity? Myślę że od akceptacji zmian zależy, czy będziemy postrzegać rzeczy w kategoriach sukcesu lub porażki. Jeżeli akceptujemy zmiany, to potrafimy być szczęśliwi, bo nawet jeśli będzie się działo niedobrze to akceptujemy przejściowość pewnych sytuacji.