Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biznes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biznes. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 lipca 2008

Biznes czy rodzina - czy muszę wybierać?

Kiedy po raz pierwszy słuchałem płyt motywacyjnych mojego ulubionego autora Briana Tracy, myślałem sobie o tym, czy przypadkiem nie jest on skupiony za bardzo na pieniądzach. Jeśli weźmiesz do ręki książki o sukcesie, to najczęściej opisywany w nich sukces jest utożsamiany z dochodzeniu do miliona, czyli bogactwem materialnym.

Na pierwszy rzut oka rzeczywiście tak jest, ale.. Czytając książki Briana Tracy czy Roberta Kiyosakiego łatwo zauważyć, że już sam tytuł pełni rolę "wabika" na czytelników. Niestety wynika to z faktu, że tytuł "Droga do bogactwa" jest prawdopodobnie bardziej "chodliwy" niż przykładowy "Jak założyć szczęśliwą rodzinę". Nie ma w tym zresztą nic dziwnego - po prostu zwykły chwyt marketingowy. Osobiście nauczyłem się, że tytuł wcale nie musi oznaczać złej lub dobrej książki, bardziej liczy się autor i to co pisze wewnątrz.

Często mówiąc o sukcesie autorzy podkreślają wybór. To jak my zinterpretujemy sukces zależy od naszych prywatnych celów. Jeżeli postawisz sobie za cel rodzinę (co nie jest również łatwym zadaniem), to obowiązują tak naprawdę te same zasady dochodzenia do sukcesu, jak w przypadku osiągnięcia niezależności finansowej. Masz cel - rodzinę, musisz pracować nad nią konsekwentnie, poświęcać się dla niej, zarabiać pieniądze aby ją utrzymać itd.

Możesz postawić sobie inny cel - robienie kariery i to jest też twój wybór. Cokolwiek wybierzesz, czynisz to ze świadomego wyboru. Może nie jest łatwo przyznać się w pracy przed szefem, że stawiasz rodzinę przed pracą, ale jest to już raczej kwestia asertywności niż wyboru.

Tak naprawdę wiemy, co w nas jest i jakie są nasze prawdziwe wartości, co jest dla nas najważniejsze. Na jednej z kaset Brian Tracy usłyszałem, że "zawsze wiemy jaki jest wybór i wiemy jaka jest cena do zapłacenia, w przypadku jednego lub innego wyjścia. Od nas zależy czy jesteśmy tę cenę gotowi zapłacić", a więc czy wybieramy np. życie rodzinne czy robienie spektakularnej kariery.

Tak więc, czy muszę wybierać? 
Nawet jeśli wydaje nam się, że nie musimy wybierać, to i tak nasze działanie mówi za nas, żeby nie powiedzieć nas "zdradza". Dobrze jeśli to co robimy jest wówczas w zgodzie z tym w co wierzymy. Ktoś, kto mówi, że kocha swoją rodzinę i z miłości dla niej jedzie na rok zarabiać pieniądze do Anglii, zostawiając bliskich, nie wydaje mi się wiarygodny. To co ludzie robimy, a nie to co mówimy, wydaje mi się najlepszym świadectwem wyboru wartości w życiu. Wybór więc sam wynika z naszych działań.

poniedziałek, 23 lipca 2007

Jak zatrudniać najlepszych?

Tak się składa, że jestem w okresie poszukiwania pracownika w swojej firmie i po raz kolejny sięgnąłem do naprawdę zwięzłej ale świetnej pozycji książkowej Briana Tracy pt. Sztuka zatrudniania najlepszych (Wydawnictwo MT Biznes).
Zachęcam do przeczytania tej pozycji, bo zawiera ona zebrane do kupy rady odnośnie pozyskiwania najważniejszych zasobów w firmie, jakim są pracownicy. Szczególnie moją uwagę skierowałem na proces rekrutacji. Poniżej kilka rad z tej książki, które mogą być przydatne:

  1. Przygotuj się do rozmowy kwalifikacyjnej, sporządzając dokładny profil kandydata;
  2. Pierwsze pytania mają na celu uzyskanie informacji o dotychczasowym doswiadczeniu, następnie zadaj pytania ustalające poziom umiejętności;
  3. Spróbuj dowiedzieć się, jakie aspiracje kandydat wiąże z oferowanym stanowiskiem i firmą;
  4. Na koniec zapytaj o nawyki i stosunek do pracy, do tego stanowiska i do przyszłości kandydata;
  5. Rozpocznij rozmowę od rozluźnienie kandydata i pomóż mu pozbyć sie stresu;
  6. "Nie zaczynaj sprzedawać zanim nie zdecydujesz sie na zakupu" - powstrzymaj sie od chwalenia jaka wspaniała jest praca, do momentu kiedy stwierdzisz że to osoba której szukasz;
  7. Zadawaj DOBRE pytania
    - zadawaj uściślające pytania. Często pytaj - Co Pan/Pani przez to rozumie?
    - używaj otwartych pytań (te, które zaczynają się od słów: jak, dlaczego itd.)
    - słuchaj jak najwięcej, nie opowiadaj o sobie;
  8. Osoba, którą musisz nakłaniać lub zachęcać, by zgodziła się przyjąć ofertę (dobre w kontekście wynagrodzenia) często okazuje się nielojalna. Prawdopodobnie brak jej będzie długoterminowego zaangażowania w pracę;
  9. Wielu ludzi przesadza opisując swoje osiągnięcia. Poproś ich o dokładne opisanie, krok po kroku, procesu dojścia do osiągnięć wymienionych w CV;
  10. Kiedy czytasz CV, zwracaj uwagę na prostotę i uczciwość. Szukaj podkreślania ukończonych projektów i dokonań a nie opisu i długości dotychczasowych zajęć;
  11. Stosuj zasadę Trzech. Zgodnie z nią powinieneś przeprowadzić przynajmniej trzy rozmowy kwalifikacyjne na każde stanowisko. Kandydat, który robi świetne wrażenie podczas pierwszej rozmowy, może wydawać się przeciętny na drugim spotkaniu, a zupełnie nie do zaakceptowania na trzecim. Pomaga to w wykluczeniu decyzji w oparciu o intuicję lub impuls, które często okazują się błędnymi decyzjami;
  12. Nigdy nie oferuj pracy w trakcie pierwszej rozmowy;
  13. Spotkaj się z osobą, która zrobiła na tobie największe wrażenie w co najmniej trzech różnych miejscach. Kandydat o nienagannych manierach zaczyna ujawniać swój prawdziwy temperament i osobowość, kiedy rozmawiasz z nim w innych miejscach;
  14. Zastosuj metodę "członka rodziny" - zapytaj siebie- Czy czułbym się swobodnie zapraszając tę osobę do domu na niedzielę, rodzinną kolację? Czy chciałbyś aby twoja żona, syn pracowali z tą osobą?;
  15. Zatrudniaj osoby, które lubisz i w towarzystwie których dobrze się czujesz;
  16. Większość ludzi myśli o dwóch sumach przystępując do negocjowania wynagrodzenia. Pierwsza to tyle ile chcieliby zarabiać, co zazwyczaj znacznie przewyższa ich dotychczasowe zarobki. Ta druga bardziej właściwa, to suma jakiej się spodziewają i która byłaby dla nich satysfakcjonująca. Twoim zadaniem jest odkrycie wysokości tej drugiej sumy.


Jeśli masz inne ciekawe spostrzeżenia, proszę o komentarz.

sobota, 2 czerwca 2007

Umyć samemu czy pojechać do myjni? - czyli o przesadnym oszczędzaniu

Drążąc temat oszczędzania można trafić na rady odnośnie szukania oszczędności w codziennych wydatkach, nawet tych drobnych, zwracaniu uwagi na ceny itd. Otóż widzę tutaj taki mały haczyk, którym jest "brak równowagi" pomiędzy faktycznym oszczędzaniem a marnowaniem czasu na oszczędzanie. Przykład myjni jest tego dobrym przykładem. Jeżeli myjnia kosztuje 12zł a ja decyduję się umyć go samemu, to dobrze by było skalkulować czy mycie samemu jest na pewno oszczędnością? Jeżeli w tym samym czasie mogę zarobić 30zł, to jest to raczej wątpliwe, że oszczędzam. Popadanie w nawyk oszczędzania na wszystkim jest moim zdaniem oddawaniem swojego czasu na schylanie się po grosze, podczas gdy czas ten może być efektywnie wykorzystany na zdobywanie dochodu. Sam wziąłem sobie mocno do serca myśl Rokefelera "Jeśli pracujesz od świtu do nocy, nie masz czasu na zarabianie pieniędzy". To jest to. Nasza praca też może być szukaniem pozornych oszczędności. Może lepiej dać zarobić chłopakowi w myjni, sprzątaczce, sekretarce a samemu skupić się na generowaniu dochodu. Wtedy i wilk syty i owca cała!

sobota, 19 maja 2007

Czym jest strategia?

Zadając sobie to pytanie chciałbym od razu zaznaczyć, że mam tu na myśli szerokie ujęcie słowa strategia, które można przełożyć do każdego działania w życiu. Do tej pory słowo to przerażało mnie w jakimś sensie, było niczym skrypt tajemniczych i skomplikowanych metod podejmowania działań aby osiągnąć określony cel. Otóż czytając różne motywujące książki, chociażby "Myśl i bogać się" Napoleona Hilla czy "Psychologię Sukcesu" Briana Tracy odkryłem, że strategia nie jest niczym innym jak trzymaniem się pewnych, ustalonych wobec siebie czy innych zasad. Krótko mówiąc w strategii ważniejsze jest konsekwentne postępowanie wg tych zasad niż same zasady. Wiąże się to ściśle z zagadnieniem "decyzyjności". Czyli te dwie rzeczy "konsekwencja/upór" i "decyzyjność" świadczą o realizacji pewnej strategii. Osobiście staram się podejmować decyzje w miarę szybko i nie zwlekać zbyt długo. Przekonałem się, że podjęcie nawet złej decyzji jest lepsze niż nie podjęcie żadnej. To pierwsze daje możliwość nauczenia się na błędach i podjęcia lepszej decyzji w przyszłości. Nie podjęcie decyzji nie zmienia sytuacji i daje poczucie zmarnowanych szans, co potrafi być jeszcze boleśniejsze niż nie podjęcie decyzji. Wahanie jest frustrujące, o tym przekonałem się wielokrotnie.
W moich inwestycjach giełdowych zbyt często odchodzę od strategii, mogę powiedzieć, że ją po prostu "zdradzam" od czasu do czasu. Jakże więc mówić o dobrej i złej strategii, kiedy nie ma konsekwencji w działaniu, która pozwala tę strategię przetestować? Daję sobie pewien termin w strategii i przed końcem tego czasu nie ma mowy o zmianie głównych zasad. Dla osoby, która chce inwestować środki, wskazówką zatem może być ustalenie pewnych zasad i konsekwentne trzymanie się ich. W pewnym sensie fundusze inwestycyjne wyręczają nas w tym, ale jeżeli mówimy o własnych dobrze zróżnicowanych inwestycjach warto odpowiedzieć sobie na kilka pytań:
1. Jaki okres inwestycji zakładam? krótki, średni, długi?
2. Jakie będą warunki zamknięcia lub otwarcia pozycji?
3. Jakie ryzyko/ zyski akceptuję?
Ja wziąłem sobie pewne słowa do serca i każdemu polecam zrobić to samo:
"Nawet najprostrza strategia jest lepsza niż żadna". Grunt to konsekwentna realizacja strategii, czyli upór w działaniu i podejmowanie decyzji zgodnie z ustalonymi zasadami.
Zobacz również:
Strategia zamykania pozycji

czwartek, 10 maja 2007

Praca czy służba

Wielokrotnie wracam myślami do słów, które usłyszałem na jednej z kaset Briana Tracy. Otóż mówi on o prowadzeniu biznesu jako o służeniu innym. Często rozmawiam z innymi na ten temat, bo interesuje mnie jak oni postrzegają swoje zajęcie. Większość osób uważa, że pracujemy dla pieniędzy, lub dla zysku (w firmach). Otóż spójrzmy na to inaczej, pracujemy po to aby służyć innym tym co mamy lub umiemy robić najlepiej. Natomiast nagrodą za to są pieniądze i zysk. To małe przestawienie myślenia zmienia zupełnie nasze podejście do tego co robimy w życiu. Młodzi ludzie ulegają pogoni za wyższą pensją, rzadko podkreślając w wypowiedzi ile są w stanie pomóc innym. Jeszcze gorzej, jeśli chwalą się swoim cwaniactwem, lenistwem aby pokazać, że za tak duże pieniądze są w stanie nic nie robić. Tyle, że klientem jestem ja, Ty i każdy z nas. Dopóty będziesz spotykał się z niekompetencją jako w klient, dopóki ludzie nie będą "służyć ci" z pasją i zaangażowaniem, jak gdyby robili to za darmo.

czwartek, 26 kwietnia 2007

Zaufanie do innych a jakość usług

Kiedyś na jednym ze szkoleń dla kadry menedżerskiej usłyszałem o "zaufaniu" jako głównym czynniku motywującym pracowników w firmie. Większość uczestników szkolenia miała różne doświadczenia w zarządzaniu zespołami ludzi i ciężko było im przełknąć stwierdzenie, że zaufanie do innych jest budowaniem mocnego fundamentu w firmie i społeczeństwie w ogóle. Zaufanie niesie w sobie zakładanie dobrych intencji. Jeżeli powierzam komuś jakieś zadanie, czy to mojemu pracownikowi, czy też innej firmie poprzez korzystanie z jej usług, to w pewnym sensie zakładam, że on zrobi to dobrze, że firma wykona usługę tak jak należy. Tak być powinno, ale czy tak jest w rzeczywistości. Ciekawy raport został opublikowany przez CBOS we wrześniu 2006r. pt. "Zaufanie w sferze prywatnej i publicznej a społeczeństwo obywatelskie". Wynika z niego, że jedynie 19% Polaków uważa, że można mieć zaufanie do innych. Wyniki te na początku mnie trochę zdziwiły, ale jak się zastanowić nad tym to dlaczego miałoby być niby inaczej. Nie jesteśmy w Polsce po prostu nauczeni ufania innym. Sam się do tych "nieufnych" poniekąd zaliczam, choć moja obecna świadomość tego problemu skłania mnie od jakiegoś już czasu do zmiany postawy. Wiem, że nie jest to takie proste i wymaga czasu. Mam ku temu, jak pewnie większość z tych pozostałych 81%, kilka powodów:

  1. Wielokrotnie zaufałem innym i się zawiodłem.Konsekwentnie zakładam, że zawiodę się ponownie.
  2. Zbyt często przychodzi płacić mi za niekompetencję osób, którym powierzam swój los poprzez bycie ich klientami, pacjentami itd.
  3. Całe życie uczono mnie ostrożności, przestrzegając przed rzeczami, których nie doświadczyłem (wiem, że coś/ktoś jest złe "bo tak"). Rodzicie, nauczyciele w duchu "troski" o moją "zdrową" edukację uczyli mnie od najmłodszych lat, że zbyt duże zaufanie to zwykła "naiwność".

Otóż dzisiaj jestem przekonany, że jeżeli coś ma się zmienić w tym temacie (i statystykach), to trzeba zacząć od siebie. Oczekuję zaufania od innych, ale czy inni mogą mi zaufać? Codziennie spotykam się z obcymi ludźmi i zdobycie ich zaufania może się dokonać jedynie na drodze moich "czynów". W biznesie będzie to świadczenie takich usług, jakie obiecuję moim klientom tak, aby nie doznawali oni rozczarowania. Wewnątrz firmy zaufanie będzie przejawiać się w zakładaniu dobrych intencji w stosunku do pracowników i dawaniu im poczucia odpowiedzialności za to co robią. Zaufanie idzie, wydaje mi się, w parze z odpowiedzialnością. Jeżeli tracę do kogoś zaufanie to nie dlatego, że popełnia błędy, ale najczęściej dlatego, że się do nich nie chce przyznać i ich naprawić. Dla mnie w takiej sytuacji najlepszym sposobem sprawdzenia tego jest asertywna obrona moich interesów i uzyskanie rzetelnej informacji zwrotnej o prawdziwych intencjach drugiej osoby.

Nawet jeżeli doświadczam ciągłego zawodu od innych, to nie jest to wystarczający argument aby stawać się ostrożniejszym, wręcz odwrotnie, tutaj widzę się raczej w roli kogoś kto daje dobry przykład i patrzy na sprawę długoterminowo. Żadna firma nie będzie w stanie przetrwać budując na "zrywaniu zaufania". Nawet jeśli pracownicy "szeregowi" jakiejś firmy świadczą swoją postawą o zupełnym niezrozumieniu tematu, to daję głowę, że ich szefowie z pewnością tę kwestię rozumieją dużo lepiej. Problem leży w rozumieniu misji firmy przez pracowników. Jeżeli nie doświadczają oni zaufania do swoich szefów, to jak mogą przekładać to w stosunku do swoich klientów? Pozytywne jest jednak to, że wiele osób i firm buduje na długoterminowych relacjach, a te nie są możliwe bez zaufania.

czwartek, 5 kwietnia 2007

Poszukiwanie działki

Dzisiaj wybrałem się poza miasto aby poszukać działek pod budowę domu. Zdziwiło mnie kolejny raz, że jest bardzo duże zainteresowanie działkami i w zasadzie to wszędzie gdzie się nie obejrzałem karty są już rozdane. Zastanawiam się jednak jak przeskoczyć czas i być przed innymi w tym wyścigu. Myślę, że klucz leży w przewidzeniu tego co nieprzewidywalne. Uruchomiłem więc wyobraźnię i oto co wymyśliłem:
1. Myślę, że można kupić działkę nawet 30-40 km od Lublina, ponieważ ciągle rośnie infrastruktura drogowa i za kilka lat dojechać będzie można wszędzie dobrymi drogami. Przykładem jest droga w Smugach, gdzie 5 lat temu (2001r.) działki były po 300zł/a, a obecnie po 3500zł/a. Pieniądze z Unii pomagają w budowie dróg, więc machina nabiera tempa;
2. Druga kwestia dotyczy ceny. Jeżeli dziś dysponuję określoną kwotą, to zgodnie z prostą ekonomią mogę kupić ograniczoną liczbę arów, im cena niższa tym więcej mogę kupić. Ot wymysliłem:) ale zauważmy, że jeżeli cena rośnie o 50% na arze tym czy tamtym, to mój portfel rośnie o 50% a arów w portfelu pozostaje więcej. W związku z tym wszystko obija się o kwestię na jaki czas chcę zainwestować. Jeżeli zamierzam wybudować się za 15 to zakup ziemi po naprawdę niskiej (wydawałoby się teraz) cenie może być właśnie kluczem do wybiegnięcia przed innych:)
3. Na inwestycji w ziemię odcinamy kupony, kiedy wszyscy się chcą tam budować, więc jeżeli zaczynają się tam budować pierwsze domy i ludzie pytają się o działki, to wydaje mi się to już trochę za późno na ruch.. trochę przypomina mi to kupowanie akcji na górce notowań, kiedy wszyscy trąbią o hossie.